Tarot online   Reiki   Regresing   Uzdrawianie duchowe

DOLACZ DO KREGU REIKI

Strona główna
Reiki
Tarot terapeutyczny
Terapia regresingowa
Uzdrawianie duchowe
Doradztwo Życiowe
Doradztwo Duchowe
Moje Usługi
O mnie
Refleksje
Kontakt ze mną
Cennik
Książki
Linki
Zdjęcia
Inspiracje
Księga Gości
AKTUALNOŚCI
Artykuły
Wróżba
ZAJĘCIA GRUPOWE
WCZASY UZDRAWIANIA DUCHOWEGO
ZAJĘCIA I WCZASY BASI MIELOCH
USŁUGI KRZYSZTOFA CHMIELEWSKIEGO
Ośrodek wypoczynkowy w Pogorzelicy
Ogłoszenia
Twórczość

Renata Lopatka
gabinet terapeutyczny
ul. Winogronowa 15
Szczecin-Zdroje
tel. (91) 461 53 51
info@reikitarot.com

Najprostsze słowa - Wstęp

Najprostsze słowa, czyste myśli, miłość w sercu - to wszystko, czego potrzebuję do napisania mojej książki.

Cóż mogę planować, kiedy płynie we mnie sama Prawda o mnie?. Moje doświadczenie to materiał nadający treść. Boskie inspiracje nadadzą blasku i piękna moim opisom. Dopiero zaczynam pisać swoją książkę, ale ona już jest. Istnieje od dawna. Tak po prostu jest. Dlatego teraz jest mi łatwo pisać. To się samo dzieje. Ja tylko stukam palcami po klawiaturze. Bo treść jest w mojej duszy, a to znaczy, że Bóg dyktuje mi teraz zawartość zawsze istniejącej Księgi Mądrości. Czasami już z niej korzystałam podczas medytacji lub w świadomym śnieniu, a teraz chcę to zapisać. Może ktoś sobie przypomni, że już to zna. Okaże się, że tylko zapomniał o sobie, swojej wartości i darach, które posiada. Chciałabym również korzystać z poczucia humoru i radości mojego wewnętrznego dziecka, bo pragnę się dobrze bawić podczas pisania. Teraz, wokół gra piękna muzyka i mój cały pokój wydaje się snem z bajki. Moja kochana, wdzięczna jamniczka leży w moim łóżeczku, szczęśliwa, że ma mnie obok. Raj na ziemi. Atmosfera serdeczna, moje wnętrze gotowe do podzielenia się wszystkim, co posiada najlepszego i najcenniejszego. Niezależnie, co dzieje się na zewnątrz, we mnie jest teraz spokój i coraz większe skupienie. Dzisiaj dostrzegłam, jaka jestem samouważna, a niedawno byłam taka chaotyczna, roztargniona i zawsze w pośpiechu. Jest zmiana we mnie i to w krótkim czasie. To dobrze. Już wiem, co to znaczy zmieniać swoje życie na lepsze, cenniejsze i w pełni szczęśliwe. Odkrywam już, o co chodzi. Mam złotą receptę dla siebie. Ale zanim do niej dojdę napiszę trochę o sobie. Bogactwo tej książki polega na tym, że jest oparte na moich własnych doświadczeniach i całej prawdzie o mnie. Teraz zdaję sobie sprawę, jaką miałam tendencję i zachłanność na mnożenie trudnych doświadczeń. Myślę, że książka, którą właśnie rozpoczynam jest bramą do mojego twórczego przejawiania się i odkrywania siebie na nowo. Rozpoczynam nowe życie, ale wciąż w tym samym wcieleniu. Nie musiałam umrzeć, aby teraz się narodzić na nowo. Zmiany, które następują we mnie są teraz moim świadomym wyborem. Jestem otwarta na siebie Prawdziwą. Od 3 lat zajmuję się własnym rozwojem duchowym, poszerzaniem mojej świadomości, docieraniem do swojego pierwotnego piękna, doskonałości i nieograniczonych możliwości. Jak to ładnie brzmi, prawda? Ale jeszcze cudowniej jest tego doświadczać. Nic mi teraz nie może zabrać już tego, co mam w sobie. Dlatego nie waham się czy mam pisać tą książkę, czy nie. Pisanie jest dla mnie tylko zabawą i radością, bo wiem, że potrafię słuchać głosu mojej Intuicji. To ona dyktuje mi tą treść. Od roku piszę wiersze, które bardzo spontanicznie pojawiły się w moim życiu. Uzdrawiają mnie i innych ludzi, z którymi się dzielę. Pisałam je na bazie moich doznań, uczuć w danej chwili. Czasami w tramwaju, albo podczas gotowania obiadu. Pojawiają się nagle, słyszę ich treść w sobie i zapisuję. Tak samo jest teraz, wiem, że mam pisać książkę. Od czego zacznę dzisiaj?

Od krótkiego opisu siebie i mojego życia, abyś drogi czytelniku poczuł, że znamy się dobrze i nie różnimy się niczym od siebie. Może się zaprzyjaźnimy. Może odkryjesz, jaki jesteś cenny i wspaniały. Pozwolisz sobie na pokochanie siebie. Bo tak naprawdę czy mogę kochać kogokolwiek czystą miłością, jeśli nie kocham siebie. Nie jest to egoizm, ale prawda. Wydaje nam się, że kochamy męża, dzieci, rodziców, ale nie kochamy siebie. Nawet nie akceptujemy, bo wydajemy się sobie gorsi od innych, mniej ważni. Mamy dookoła tyle autorytetów mądrzejszych od nas, że nie dajemy sobie najmniejszych szans.

Jeszcze nie tak dawno żyłam życiem mojej rodziny, moich współpracowników, a mnie nie było. Poczułam to pewnego dnia, kiedy zapytałam siebie, jaka ja naprawdę jestem. I wtedy stwierdziłam, że nie znam siebie. Jak to możliwe? Ponad 40 lat życia, a ja nic o sobie nie wiem. Zobaczyłam siebie jako niewolnicę, poddaną innym i służącą im całym swoim życiem. Dostrzegłam jak bardzo zepchnęłam własne potrzeby i pragnienia. Taka wizja mnie, wywołała lawinę emocji związanych ze smutkiem. Ale ile można płakać nad sobą i robić z siebie ofiarę?. Uświadomiłam sobie, że to do niczego nie prowadzi, oprócz tego, że ludzie chętnie korzystają z usług takiej "dobrej" osoby. To ja wybrałam taką rolę dla siebie, bo chciałam się czuć potrzebną, docenianą i oczekiwałam wzajemności. Czasami mogłam długo czekać na rewanż i się rozczarowywałam obwiniając innych za to. Niezłe pomieszanie było we mnie, zanim zaczęłam zdawać sobie sprawę jak to jest naprawdę. Jest to przykład jednej z form mojego dawnego funkcjonowania, które doprowadziło mnie do balastu i ogromnego obciążenia siebie i innych. Zdaję sobie sprawę, że tak funkcjonując przekazywałam to moim dzieciom i innym wokoło. Robiłam to nie zdając sobie sprawy ze skutków własnych wyborów. Gdybym nie zatrzymała się w porę to nie wiem jak do dzisiaj bym wyglądała, o ile w ogóle. Autodestrukcja we mnie była silna i mogła zadziałać w każdej chwili. Wiem, że prowadzenie Boga i Istot Wyższych pomogło mi bardzo w moim życiu. Mam pewność, co do jednej rzeczy- nie ma sytuacji bez wyjścia i rzeczy niemożliwych. Wszystko jest możliwe, a więc również wyjście z nerwicy, alkoholizmu, narkotyków, z myśli samobójczych, z zupełnego bankructwa. To są tylko nazwy doświadczeń. Można uwolnić się od wszelkich ograniczeń i być ponadto. Spojrzeć na wszystko zupełnie z innej perspektywy, boskiej świadomości i pozostać w niej. Wtedy dopiero można usiąść i pisać książkę, bez emocji i utożsamiania się z przeszłością i to jest piękne. Mogę patrzeć na moje życie, jak na film, który obrazuje mi, co było moim udziałem do tego pory i dlaczego właśnie tak wybierałam. Teraz mądrość we mnie od razu pokazuje mi wnioski z moich przerobionych lekcji. Jeżeli czytasz wspaniały człowieku dalej tą treść, to pewnie masz coś usłyszeć, co pomoże Tobie w uświadomieniu i uwolnieniu się od kajdan własnego zniewolenia. Nikt nas nie zamknął w "wiezieniu" oprócz nas samych, takich dobrych, wspaniałych i życzliwych. Kiedy uświadamiam sobie intencje, z jakimi oddawałam czasami ostatni kawałek chleba to jest mi wstyd. Przecież za chwilę nie miałam go sama i byłam głodna i czy wtedy z miłością myślałam o osobie, która go wzięła. Byłam zła, że ona się zjawiła i "zabrała" mi ostatni kęs. Oczywiście tylko ja wiedziałam, co tak naprawdę czuję i myślę, bo na zewnątrz mówiłam, co innego. Czułam tylko w środku wstręt do siebie. Bo czy miałam wtedy czyste intencje do siebie i do innych? Ale za każdą cenę byłam gotowa kupić miłość innych, docenianie mnie, dostrzeżenie, chwalenie itd.

Nie wiedząc zupełnie o tym, że sama sobie mogę to wszystko dać!

Sporo lat tak przeżyłam wchodząc innym w......, A ja nie wiedziałam, czemu jest mi tak źle. W takim miejscu nie może być wygodnie i przyjemnie. Ale sama je wybrałam. Nie wiem czy komuś z tym było wygodnie, kiedy musiał mnie tam nosić. Skojarzenie trafne, bo jak inaczej zobrazować takie postępowanie. Nie ma, co ubarwiać, tego, co nie było piękne. Moja determinacja dodaje mi skrzydeł. Dobrze, że chciałam sobie pomóc. Bo tak naprawdę życie jest fajne i żadna ucieczka od niego nic nie załatwi za nas. Odpowiedzialność za siebie jest drogowskazem i tylko w ten sposób możemy zacząć od nowa działać, wychodząc z najgorszych opresji w życiu. Poddając się innym ludziom wyrzekałam się siebie. Niech taki prosty przykład z życia pokaże, że to działa. Zawsze myślałam o moich dzieciach i wszystko kupowałam z myślą o nich, również owoce. Nie jadłam pomarańczy, jabłek myśląc, że dzieci potrzebują bardziej ode mnie. Po jakimś czasie dostałam alergię nie tylko na jabłka, pomarańcze, ale również truskawki, chleb i inne rzeczy. Nie zdawałam sobie sprawy jak działa myśl, kreacja wyobrażeń. Najpiękniejsze jest to, że przebaczyłam sobie całą nieświadomość mojego działania. Przecież nikt nie jest winny za moje decyzje i wybory. Czuję ogromną lekkość, kiedy zwracam wolność sobie i całemu światu. Właśnie tak. Robię to teraz globalnie, bo nie lubię się rozdrabniać, bo i po co? Można ciągnąć w nieskończoność za sobą różne sprawy, analizować, dyskutować. Wiem z doświadczenia, że to nie prowadzi do niczego.