Najprostsze słowa - Zakończenie (fragment)
PRZYCZYNY I SKUTKI.
Najprostsze słowa, czyste myśli, miłość w sercu - to wszystko czego potrzebowałam do napisania mojej książki.
Boskie inspiracje były dla mnie zawsze sygnałem do dalszego pisania. To jest jak rozmowa z Bogiem we mnie, a raczej z tą doskonałą cząstką Boga, którą JESTEM.
Od naszych myśli, słów czynów zależy skutek w naszym życiu. Mnie cieszy teraz fakt, że nareszcie mam to uświadomione i już od teraz chcę czynić zawsze tak, aby mieć pozytywne skutki. Do tej pory ujawniały się w moim życiu wszelkie nazbierane negatywy i owocowały sobie, a ja nieświadomie je podtrzymywałam i nie chcąc tego, jednak pielęgnowałam. Jak to się działo? Po prostu tkwiłam w tym i uczestniczyłam. Trwało to do momentu, kiedy nie potrafiłam nic zmienić. A było tak, bo nie pozwalałam na to. Tłumaczyłam sobie, że nie mam możliwości, nie mam środków, nie mam perspektyw. W środku krzyczałam: "pomocy!". Czułam, że dłużej nie wytrzymam presji, którą sama na siebie wywierałam, aby dalej żyć tak, jak absolutnie nie chciałam. Przeszkadzały mi moje narzucone ograniczenia i misje. Przyjmowałam i przejmowałam się tym, co mówią inni bliscy mi ludzie.
Wchodziłam w ogromne poczucie winy, nie mogąc tego przekroczyć. Poddawałam się bezsilności i niemocy własnych wyobrażeń i sugestii. A więc na tak prostym przykładzie z TU i TERAZ już widać pewien obraz. Teraz pytam siebie, czy musiało mi być trudno i źle? Wiem, że nie. Co mogło pomóc? Zmiana radykalna wszystkiego. Jak to się zadziało w moim życiu, że zrobiłam taki krok? Zakładając, że nie miałam absolutnie realnych możliwości materialnych. Jeśli czegoś chcemy i jesteśmy tego pewni, a jeszcze lepiej jak ufamy Bogu do końca, że nas wspiera i prowadzi, wtedy wszystko jest możliwe. Cuda się wydarzają podobno? Tak to ludzie określają. Ale my jesteśmy wykonawcą takiego cudu. Sami ten cud realizujemy. Jak genialnie to ujął Leszek Żądło: Cud = ciało + umysł + duch w tym uczestniczy. Często są to tzw. przypadki w życiu i rozwiązują się nasze problemy. Ale ja wiem, że nigdy nie ma przypadków, wszystko ma swój cel. Nawet ostatnio szukając ofert pracy znalazłam 90 letnią staruszkę potrzebującą opieki i okazało się, że tak naprawdę to mam nawiązać kontakt z jej synem, który jest rozwojowym, poszukującym człowiekiem, a nie wykonywać taką pracę. Moją pracą jest pisanie, ale jest przede wszystkim radością i zabawą. Jest tworzeniem i moją potrzebą. Realizowaniem siebie. Przed chwilą napisała do mnie osoba na "gg", właśnie w momencie, kiedy tworzę dalszy ciąg mojej powieści o sobie, zadała mi pytanie, czy z tego można żyć? Napisałam, że TAK. Wiem teraz, jak ludzie często pokazują nam własne zwątpienia, niepewność, w to co robimy. Dla mnie nie ma ceny wyższej od szczęścia i samorealizacji. Ogólnie przyjęte prawdy" mówią, że z pisania nie ma chleba, nie ma na utrzymanie . Doświadczam tego teraz, w jakimś sensie, bo to początek mojej twórczej drogi, ale nie zrezygnuję nigdy. Wiem, że mam wszystko czego potrzebuję i otwiera się dla mnie brama obfitości za to co robię, bo jest to pożyteczne. Listy od osób, które piszą z całej Polski i nie tylko są moim zaświadczeniem i przepustką do realizowania tego dalej. Jeśli są ludzie, w których dokonały się dobre zmiany, przebudzenie i otrzymali inspiracje do działań własnych, o których do tej pory tylko marzyli, to nad czym się zastanawiać. Nie mając pracy od roku, żyję, prosperuję, rozwijam się i jestem szczęśliwą współczesną pisarką. (...)
|